Produkty tygodnia
Przygoda na rafie
Przygoda na rafie
24,90 zł 15,00 zł
szt.
Safari. Zapiski przewodnika karawan
Safari. Zapiski przewodnika karawan
49,90 zł 35,00 zł
szt.
Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach. W każdej chwili możesz cofnąć zgodę.
KIEDY OJCIEC STAJE SIĘ KATEM

Powraca z kolejną, trzecią już książką przybliżającą realia życia w muzułmańskim świecie. Tym razem Nadia Hamid nie opisuje własnych przeżyć, jak w poprzednich publikacjach, ale idzie o krok dalej, zwracając uwagę na dramaty dotykające dzieci z polsko-arabskich rodzin. O kulisach powstania książki „Dzieci szariatu” autorka opowiada w rozmowie z Anną Gniewkowską-Gracz.

– Marysia, Joanna, Karim i Fuad, przez polską mamę nazywany Piotrusiem – losy bohaterów Pani książki chwytają za serce. Są potwierdzeniem, że w związkach Europejek i Arabów najbardziej cierpią dzieci. Na czym polega ich dramat?

– Życie dzieci z takich związków już od najmłodszych lat jest trudne – zarówno w społeczności ojca, jak i matki. Nigdzie nie potrafią zapuścić korzeni i tak naprawdę nigdzie nie są u siebie. Zamiast beztroskiego dzieciństwa zmagają się z poczuciem wyobcowania, doświadczają nietolerancji. Są oczywiście również takie dzieci, które świetnie się w tym odnajdują, bo mają silne charaktery. Jednak te bardziej wrażliwe będą nieustannie piętnowane z powodu swojej odmienności. Te dzieci tak naprawdę nie wiedzą, kim są. Czasem już do końca życia tkwią w rozdarciu pomiędzy dwiema religiami i dwiema jakże odmiennymi kulturami. Od najmłodszych lat są świadkami walki rodziców o to, do jakiej szkoły mają chodzić, w jakim języku mówić, w jakiego Boga wierzyć.

– W książce „Dzieci szariatu” poznajemy również historie niezwykle dramatyczne: jeden z ojców przygotowuje syna do roli zamachowca samobójcy, inny skazuje córkę na śmierć głodową, kolejny wydaje trzynastolatkę za mąż za pięćdziesięcioletniego mężczyznę, który gwałci dziewczynkę w noc poślubną, doprowadzając do jej śmierci. Czy tak szokujące przypadki postępowania ojców wobec własnego potomstwa stanowią normę w świecie islamu?

– Ukazane w książce historie są wyjątkowo skrajne. Tak też się zdarza. Dzieci stają się niewinnymi ofiarami miłości rodziców pochodzących z dwóch różnych i tak odległych od siebie światów. Pisząc tę książkę chciałam zwrócić uwagę na realne zagrożenie, na jakie narażone są dzieci polsko-arabskich małżeństw.

– O jakie zagrożenie chodzi?

– Sposób wychowania potomstwa w świecie arabskim różni się diametralnie od polskiego czy europejskiego modelu. W islamie dziecko należy do ojca i to wyłącznie on decyduje o jego losie. Podobnie zresztą mężczyzna przesądza o wszystkim, co dotyczy żony. Życie w takiej zależności od męża, w obcym kraju, pośród ogromu nakazów i zakazów nakładanych przez nieznaną i niezrozumiałą religię, do tego pozbawienie prawa głosu w sprawie własnego potomstwa jest dla kobiety pochodzącej spoza arabskiego świata ciężarem nie do udźwignięcia. Pozostaje bezradna wobec zastanej w nowym kraju rzeczywistości, zdana jedynie na łaskę i niełaskę swojego męża i pana.

– A jak Arabki radzą sobie z takim zniewoleniem?

– Zostają wychowane zgodnie z doktryną islamu, w duchu bezgranicznego posłuszeństwa najpierw wobec ojca, potem męża. Od najmłodszych lat przygotowywane są do tej najważniejszej roli w życiu, jaką jest bycie dobrą żoną i matką. Cierpią jednak tak samo jak cudzoziemki. Rola kobiety w islamie różni się znacząco od tej, jaką odgrywa ona w kulturze Zachodu. Zgodnie z wolą Allacha kobieta ma we wszystkim podporządkować się mężczyźnie. Musi żyć zgodnie z doktryną wynikającą z Koranu oraz sunny, a więc tego, jak Mahomet traktował swoje żony oraz pozostałe kobiety w swoim otoczeniu.

– To życie nie do pozazdroszczenia, dlatego po raz kolejny apeluje Pani do kobiet.

– Moje poprzednie książki: „Gorzka pomarańcza” i „Jarzmo przeszłości”, jak i tę najnowszą – „Dzieci szariatu” łączy wspólne przesłanie. Mają być przestrogą dla wszystkich kobiet, które decydują się na związek z człowiekiem odmiennej kultury, wyznania, mentalności, bo to wiąże się także z innym postrzeganiem i rozumieniem spraw dotyczących małżeństwa i rodziny. Decyzja kobiety, komu oddaje swoje serce i powierza własny los, na zawsze naznaczy życie nie tylko jej samej, ale przede wszystkim potomstwa.

– W jaki sposób poznała Pani te wstrząsające historie? Pewnie w arabskich mediach o nich nie usłyszymy.

– To prawda, o takich sprawach media nie informują. Dziecięce dramaty rozgrywają się po cichu, w czterech ścianach i zazwyczaj nie wychodzą na światło dzienne. I wcale nie z powodu jakiejś nadzwyczajnej znieczulicy, ale odmiennych obyczajów, prawa i religii rządzących światem arabskim. To co dla nas jest trudne do zaakceptowania, jak: odebranie własnemu potomstwu dzieciństwa, poczucia bezpieczeństwa, wolności, a nawet życia, dla wyznawców islamu jest spełnieniem obowiązku względem Allacha. Przez wychowanie dzieci na dobrych muzułmanów chcą przypodobać się Bogu i zasłużyć na życie wieczne. Często jednak Koran pojmowany jest bardzo dosłownie, ocierając się o fanatyzm.

W książce „Dzieci szariatu” przedstawiłam cztery historie oparte na autentycznych wydarzeniach. Poznałam je w Libii, gdzie – jako żona muzułmanina – dzieliłam los tamtejszych kobiet. Znam jeszcze mnóstwo innych faktów dotyczących dzieci i cudzoziemskich żon Arabów o podobnym ładunku emocjonalnym jak te spisane na kartach książki. O niektórych z nich usłyszałam w Libii od zaprzyjaźnionych kobiet, o innych już w Polsce. Po ośmiu latach udało mi się wraz z synami powrócić do kraju.

– Dokonała Pani niemożliwego. Dla zdecydowanej większości kobiet decyzja dotycząca wyjazdu wraz z ukochanym do arabskiego kraju jest biletem w jedną stronę.

– Tak, miałam mnóstwo szczęścia. Pewnie, gdybym zamiast synów urodziła córki lub choćby jedno z moich dzieci było płci żeńskiej – nie miałabym takiej szansy. Moje losy bez wątpienia potoczyłyby się inaczej. O swoim życiu w Libii, ucieczce do Polski i rozwodowej batalii piszę w dwóch wcześniejszych książkach. Zainteresowanych odsyłam do lektury.

– „Dzieci szariatu” napisała Pani z myślą o kobietach. A ja zadedykowałabym tę publikację również wszystkim malkontentom. Ta książka zmienia sposób postrzegania rzeczywistości. Uczy doceniać to, że żyjemy pod taką, a nie inną szerokością geograficzną.

– Rzeczywiście, powinni sięgnąć po tę publikację wszyscy, którzy nieustannie narzekają na swój los. Naprawdę warto docenić to, co mamy. Możemy sami o sobie stanowić, podejmować własne decyzje, kształcić się, rozwijać pasje, czy choćby swobodnie wygrzewać się na słońcu, kiedy mamy na to ochotę. Wystarczy na chwilę zamknąć oczy, przenieść się w wyobraźni na inny kontynent, w inną rzeczywistość... To świetna terapia.

Wywiad ukazał się w dwutygodniku „Pielgrzym” nr 2/2019 z 27 stycznia br.

Fot. Anna Gniewkowska-Gracz

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl