Produkty tygodnia
Przygoda na rafie
Przygoda na rafie
24,90 zł 15,00 zł
szt.
Safari. Zapiski przewodnika karawan
Safari. Zapiski przewodnika karawan
49,90 zł 35,00 zł
szt.
Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach. W każdej chwili możesz cofnąć zgodę.
SIOSTRY NIE SĄ Z KOSMOSU!

Jak w czasach, w których każdy chce być piękny, młody i bogaty, zrozumieć decyzję o wstąpieniu do zakonu? Powołanie do życia konsekrowanego dla wielu z nas jest całkowicie niezrozumiałe, a perspektywa wyboru takiej drogi przez nasze dzieci budzi w nas niepokój. O tym, jak to jest być współczesną zakonnicą – z Marzeną Juraczko, autorką książki „Drogi do szczęścia” rozmawiała Beata Dwornik.

– Zakonnica w habicie Zgromadzenia Albertynek śmigająca na snowboardzie z zakopiańskiego stoku – taki obrazek, opisany przez Panią w książce „Drogi do szczęścia. Rozmowy z siostrami zakonnymi”, przeczy popularnym wyobrażeniom dotyczącym zakonnic.

– Przyznam, że to było głównym celem tej książki – przełamać stereotypy. Pokazać życie siostry zakonnej w XXI wieku bez otoczki mitów i wyobrażeń, niemających wiele wspólnego z rzeczywistością. Obserwuję, że w społeczeństwie panuje niska świadomość, na czym polega powołanie do życia konsekrowanego. Ludziom wydaje się, że dziewczyny, które idą do zakonu albo przeżyły nieszczęśliwą miłość, albo z innego powodu chcą uciec od świata, i w zakonie szukają azylu. Otóż nie! Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Zakonnice, z którymi rozmawiałam, to spełnione, dojrzałe, wykształcone i niezwykle samoświadome kobiety.

– W Polsce jest ok. 19 tys. zakonnic w różnych zgromadzeniach. Pani przybliżyła w książce siedem z nich. Jaki był klucz wyboru rozmówczyń?

– Chyba najwięcej miał tu do powiedzenia Duch Święty. Powiem uczciwie – to było niezwykle! Przystępując do pracy szukałam kontaktów przez moich znajomych, bo nie znałam wcześniej zakonnic, jedynie siostrę Jolantę Glapkę. Temat powołania do życia konsekrowanego był dla mnie zupełnie obcy, wręcz niezrozumiały. Tymczasem Pan Bóg postawił mi na drodze taki projekt, w który szybko się zaangażowałam, i równie szybko odkryłam, jak wiele jest do powiedzenia na ten temat. Od początku zależało mi, żeby moje bohaterki były różne – żeby pochodziły z różnych zgromadzeń, miały różne doś-
wiadczenia, były w różnym wieku. Szybko odkryłam, jak niezwykle bogate i różnorodne jest życie konsekrowane. I to Pan Bóg mi podsuwał moje bohaterki. Nic nie było tu przeze mnie wykalkulowane.

– Św. Faustyna pisała w swoim Dzienniczku: „[…] istnienie świata podtrzymują dusze wybrane, to jest zakony. Biada światu, jeśli braknie zakonów”. Jak to rozumieć? Jaki jest sens życia konsekrowanego?

– Na to pytanie najpiękniej odpowiedziała Maria Klara, wizytka z Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie, mówiąc o zakonie klauzurowym, ale według mnie dotyczy to także każdego innego: zakon jest duchowym sercem świata. Modlitwa zakonnic pompuje w tym sercu krew. My, w Europie, o tym kompletnie zapominamy, ponosząc duchową stratę. Jednak nie można mówić o jakimś światowym kryzysie, raczej należy mówić o zmianie geografii powołań. W Europie Zachodniej, także w Polsce, liczba powołań do zakonów, szczególnie żeńskich, drastycznie spada, natomiast duże wzrosty powołań odnotowuje się w Afryce, Ameryce Południowej i Azji Południowo-Wschodniej. Dlatego warto mówić głośno, na czym polega życie konsekrowane, ukazywać jego wartość i bogactwo, wskazywać, że jest to droga dająca możliwości realizowania siebie. Oczywiście, jeżeli odkryje się w sobie powołanie do takiego życia. To jest fundament.

– Od czego zależy i jak się dokonuje wybór danego zgromadzenia przez przyszłą zakonnicę?

– W czasie rozeznania powołania do życia konsekrowanego przyszłe siostry oddają się we władanie Pana Jezusa, i to On zawsze im pomaga trafić do tego zakonu, do którego zastały powołane. Piękna jest historia siostry Anny Marii Pudełko, która długo rozpoznawała swoje powołanie, bo nie mogła znaleźć w Polsce zgromadzenia, do którego czuła, że Bóg ją kieruje. Podczas spowiedzi ksiądz wskazał jej Zgromadzenie Apostolinek, których w tamtym czasie jeszcze nie było u nas w kraju. Wybór jest więc kwestią wiary i zaufania Bogu, który doprowadza je do właściwego miejsca. Siostra Edyta Wirtek pięknie opowiadała o tym, że kiedy po raz pierwszy przekroczyła furtę swojego zgromadzenia, od razu poczuła się jak w domu.

– Wspomniana siostra Edyta mówi też w pewnym momencie: „Za pomocą muzyki wyrażam swoje emocje – jestem kobietą, a one są ważną stroną mojego życia”. Czy kobiecość jest dla zakonnic ważna? Jak ją pojmują?

– Kobiecość jest dla zakonnic bardzo ważna. Rok temu zaprosiłam do siebie siostrę Tadeuszę Frąckiewicz, misjonarkę. W domu była u mnie jeszcze koleżanka, a po siostrę przyjechała potem znajoma. Rozmawiałyśmy waśnie o kobiecości, zaczęłyśmy siostrę o nią wypytywać. Na co ona odpowiedziała, wskazując na nasze jeansy: „Dziewczyny, w tym towarzystwie tylko ja mam spódnicę!” I to dało mi bardzo dużo do myślenia.

Słyszałam też kiedyś wywiad z aktorką, która w serialu „Klan” grała zakonnicę, ale wycofała się z tej roli, a w rozmowie z dziennikarzem wyznała: „Nareszcie odcięłam się od roli postaci bez płci”. Według mnie nie miała pojęcia, kogo grała. Pokazała, jak silny jest stereotyp na temat zakonnic. Natomiast Mariusz Szachowski, autor portretów bohaterek mojej książki, profesjonalny fotograf modelek i wielu znanych ludzi, po każdej kolejnej sesji z zakonnicą był coraz bardziej zdumiony, jak siostry zakonne są świadome siebie i swojej kobiecości. Wszystkie wspaniale z nim współpracowały, były stuprocentowymi kobietami!

– Z kobiecością wiąże się też kwestia macierzyństwa i małżeństwa… Każda z sióstr jakoś ten problem musiała przepracować.

– Zależało mi, żeby ten temat pojawił się w książce, bo jest niezwykle ważny. Siostra Glapka, kiedy zapytałam ją o zakochanie się, odpowiedziała, że kiedy człowiek się zakochuje, to znaczy, że żyje. Ważne jest to, co z tym dalej zrobimy. Ludzie, będący w małżeństwie, też się zakochują. Podobnie jest ze sprawą świadomej rezygnacji z macierzyństwa – to przecież dotyczy każdej kobiety, nie tylko zakonnicy. Kluczowa jest kwestia naszych wyborów i ich konsekwencji. Poza tym przed złożeniem ślubów wieczystych zakonnica ma siedem, osiem lat, żeby to wszystko przepracować.

– „Czy czuje się Siostra wolna?” – zapytała Pani wizytkę, s. Marię Klarę, przez kratę w rozmównicy. Pamięta Pani, jakie słowa padły w odpowiedzi?

– Ależ tak, to są moje ukochane słowa, które często cytuję! Siostra Klara zaczęła się śmiać i powiedziała: „Dla mnie to Pani jest za kratą. Moją wolnością jest Jezus, w którym żyję, poruszam się i jestem. A wolność po prostu jest w nas”. Siostra Edyta, opowiadając o życiu w zgromadzeniu, mówi w pewnej chwili: „Właśnie teraz jestem wolna. W zakonie. Pomimo przepisów, reguł, konstytucji to jest wolność mojego wyboru, oczywiście z jego konsekwencjami”. Moje bohaterki są bardzo dojrzałe, wiele spraw przepracowały, mają też dobrze rozeznane swoje powołanie. To daje im siłę i poczucie wolności.

– Zakonnice, z którymi Pani rozmawiała, to kobiety o silnych, ukształtowanych osobowościach, przeważnie świetnie wykształcone, otwarte, mające swoje pasje – jak radzą sobie z wypełnianiem ślubu posłuszeństwa?

– Posłuszeństwo, i związana z nim pokora, są dla sióstr narzędziem ćwiczenia charakteru, przepracowania swojego ego. Siostra Tadeusza opowiadała kiedyś, że podczas nowicjatu spotykała ją krytyka z powodu niezbyt dokładnego sprzątania, cierpiała w poczuciu, że nie radzi sobie nawet ze sprzątaniem, cierpiała też jej duma. Ktoś poradził jej wówczas: oddziel siebie od czynności, którą wykonujesz. I to jej pomogło. Zakonnica musi być pokorna wobec Boga, przełożonych i swoich współtowarzyszek. Posłuszeństwo to najwyższa cnota, a podobno nasza wola umiera dopiero 15 minut po naszej śmierci, i całe życie trzeba się z nią męczyć (śmiech).

– Dziewczyna po maturze czy trochę starsza, zdarza się, że jedynaczka, idąc do zakonu zostawia za sobą świat zewnętrzny, ale przede wszystkim rodziców...

– Chciałam, żeby ta książka była przede wszystkim dla rodziców tych dziewczyn, które poszły do zakonu. Ojciec siostry Agnieszki Miduch, katechetki, dopiero po przeczytaniu książki powiedział: „Teraz rozumiem twoje powołanie”. Niektórzy rodzice od początku mają świadomość, że rośnie im przyszła siostra zakonna – jak w przypadku wizytki Marii Klary – i podchodzą do tego w sposób naturalny, ale przeważnie jest im bardzo trudno zaakceptować wybór swojego dziecka. I to jest straszne. Przecież powinno cieszyć ich to, że ich córka odnalazła swoją drogę życia, ma szansę na szczęście i spełnienie. Zależało mi, żeby uświadomić ludziom, że oprócz powołania do życia w małżeństwie, w rodzinie, jest też powołanie do życia konsekrowanego. Żadne nie jest lepsze – każde jest po prostu inne.

– W Pani książce kilka razy padają słowa: to tajemnica Boga. Zawsze, kiedy pyta Pani swoje rozmówczynie o powołanie. I historie tych powołań rzeczywiście są niezwykłe!

– Przyznam, że sama nawróciłam się kilkanaście lat temu, dzięki słowom ks. Józefa Tischnera zacytowanym przez prof. Staniszkis. I pamiętam jak dziś ten moment, tę iluminację. Nie pamiętam już samych słów, ale dostałam jak obuchem w głowę! Zdaję sobie więc sprawę, że czasami trudno opowiedzieć, jak działa Pan Bóg, bo tylko On wie, jak do nas dotrzeć. I dziś uważam, że moim zadaniem było napisać tę książkę, i jej nie popsuć. Czuję się bardziej narzędziem, i każdego dnia dziękuję Bogu, że mogłam w tym uczestniczyć.

– Siostra Jolanta Glapka na facebookowym profilu zaznaczyła status: „w związku”. Oczywiście z Panem Jezusem. To chyba najważniejsza relacja w życiu każdej z sióstr…

– Od tej informacji rozpoczynam książkę. Chcę, żeby od razu było wiadomo, że najważniejszą postacią w życiu zakonnic jest Jezus. Budowanie więzi z Jezusem, a także z Maryją – to jest właśnie żywa wiara. Zawierzenie Bogu jest rzeczą fundamentalną w życiu sióstr, jest ich codziennością, normalnością. Siostry mają silną świadomość szczególnego wybrania, każdego dnia są za to wdzięczne Jezusowi.

– Zakonnice, z którymi Pani rozmawia, szczerze i bez jakiegoś zakłopotania mówią o kryzysach. Na mnie największe wrażenie zrobiła opowieść siostry Marii Klary o ciężkich chwilach „ciemności”, których doświadczyła. Jak siostry radzą sobie z kryzysami?

– Doświadczenie „ciemnej nocy” wpisane jest w duchowe życie mistyków, ale także w jakimś wymiarze w życie każdego człowieka. Ale jest też ogromna siła modlitwy zawierzenia, która pomaga je przezwyciężyć. Wymaga to silnej wiary. Przecież bez ciemności nie ma jasności! Zakonnice żyją normalnym życiem, a w normalnym życiu są kryzysy. Przeżywa to każdy z nas, a siostry nie są przecież z kosmosu! To są normalne kobiety. Bardzo mi się podobała relacja siostry Edyty, która opowiadała, że kiedy ma kryzys, to jedzie do swoich rodziców na pole... i rzuca kamieniami (śmiech). Siostry znają siebie, potrafią zapanować nad emocjami, a jeśli czasem i nie – to jest po prostu życie!

– We wstępie do książki pisze Pani, że spotkania z jej bohaterkami były jak ekskluzywne rekolekcje, podczas których zrozumiała Pani, jak ważna jest świadomość dokonywania życiowych wyborów. Która rozmowa była najważniejsza?

– Każda była tak samo ważna. Każda była inna, i każda z sióstr ma w moim sercu miejsce.

– Czy zakonnice są szczęśliwe?

– Jestem przekonana, że bohaterki mojej książki są szczęśliwe. I spełnione. Choć oczywiście możemy się zastanawiać, co to jest szczęście, czy ono bywa, czy jest... Wiem, że zakonnice, z którymi rozmawiałam, znalazły swoje miejsce na ziemi, i z tego czerpią silne poczucie szczęścia.

Wywiad ukazał się w dwutygodniku „Pielgrzym” nr 14/2018

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl