Produkty tygodnia
Zima na Majorce
Zima na Majorce
25,00 zł 20,00 zł
szt.
Zabrałam brata dookoła świata
Zabrałam brata dookoła świata
39,90 zł
szt.
Dzika Mrówka pod żaglami
Dzika Mrówka pod żaglami
29,90 zł
szt.
Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach. W każdej chwili możesz cofnąć zgodę.
UWAGA!

W związku ze wzmożonym ruchem przesyłkowym, gwarantujemy dostarczenie w terminie książek zamówionych do 18 grudnia. Książki zamówione po 18 grudnia mogą nie zostać dostarczone do świąt Bożego Narodzenia.

ZBYT CIĘŻKIE JARZMO – WYWIAD Z NADIĄ HAMID

Jeden zły wybór dokonany w młodości zaważył na całym jej późniejszym życiu. Zresztą nie tylko jej samej, bo również najbliższych osób. Polka, żona muzułmanina, swoją przejmującą historię opisała w książkach „Gorzka pomarańcza” i „Jarzmo przeszłości”. Z Nadią Hamid rozmawia Anna Gniewkowska-Gracz.

– W ubiegłym roku Pani książka „Gorzka pomarańcza” podbiła serca czytelników. Wielu czuło jednak niedosyt, pytając o dalsze losy bohaterki. I tak zdecydowała się Pani po raz kolejny zmierzyć z koszmarami przeszłości. Czy ta literacka spowiedź była łatwiejsza niż za pierwszym razem?

– Decyzja o napisaniu „Jarzma przeszłości”, czyli dalszego ciągu „Gorzkiej pomarańczy”, nie była łatwa. Wymagało to ponownego rozdrapywania dawnych ran, sięgnięcia do tych zdarzeń z mojego życia, o których od lat staram się zapomnieć. Chciałam jednak opowiedzieć tę historię do końca, ukazać jej drugą odsłonę. Towarzyszyły temu oczywiście ogromne emocje, wątpliwości i obawy.

– Czego się Pani obawiała?

– Obie książki wydałam pod pseudonimem, ponieważ zależy mi na zachowaniu mojego prawdziwego nazwiska w tajemnicy. „Jarzmo przeszłości” powstawało w dość nietypowych jak na proces twórczy warunkach. Pisałam poza domem, najczęściej przy kawiarnianym stoliku lub w czytelniach. Swojej tożsamości nie chcę ujawniać z wielu powodów. Przede wszystkim chodzi o względy bezpieczeństwa. W książkach poruszam sprawy, o których lepiej głośno nie mówić, nie wypowiadać się o nich publicznie, bo może to być bardzo źle odebrane choćby przez wyznawców czy sympatyków islamu. Pseudonim nie jest tu jedynie pozą literacką, ale koniecznością. Chronię w ten sposób nie tylko siebie, ale również moich najbliższych. Już po publikacji pierwszej książki docierały do mnie niepokojące sygnały, a nawet pogróżki. Dlatego niewiele osób – nawet w rodzinie – wie, że jestem autorką dwóch publikacji o Polce – żonie muzułmanina, w których opowiedziałam własną, prawdziwą historię, przyznając się jednocześnie do życiowej porażki. To z pewnością nie jest powód do dumy. Dla mnie był to jednak sposób na rozliczenie się z przeszłością, na wyrzucenie z siebie negatywnych emocji, które nagromadziły się we mnie przez te wszystkie lata. Najważniejszym celem, jaki sobie wyznaczyłam, jest ostrzeżenie przed podejmowaniem tego typu decyzji.

– Kogo i przed czym chce Pani ostrzec?

– Obie moje książki mają być przestrogą dla wszystkich kobiet, które decydują się na związek z człowiekiem odmiennej kultury, wyznania, mentalności, bo to wiąże się także z innym postrzeganiem i rozumieniem spraw dotyczących małżeństwa oraz rodziny.

– Jednak w Polsce i za granicą coraz częściej zawierane są mieszane małżeństwa. Katoliczki wychodzą za mąż za muzułmanów i z pewnością robią to z miłości. Uważa Pani, że takie związki nie mają szans?

– Wiem, że niektórzy powiedzą: „Nam się udało”, ale to są jednostki i tylko te osoby wiedzą, jak wysoką cenę trzeba było zapłacić. Choć ci ludzie głośno nie chcą się do tego przyznać, to i oni ponieśli konsekwencje swojego wyboru. Te dwie religie: islam i chrześcijaństwo, oraz kultury: europejską i arabską, różni zbyt wielka przepaść, szczególnie gdy chodzi o rolę kobiety w rodzinie, w społeczeństwie. Jeśli dziewczyna chce, aby w jej małżeństwie było dobrze, musi bezgranicznie podporządkować się swojemu mężowi w każdej sferze życia. Wyrzeczenia i kompromisy, na które kobieta musi godzić się każdego dnia, sprawiają, że jej małżeństwo zostaje okupione nieszczerością i cierpieniem. Na dłuższą metę żadna cudzoziemka tego nie zniesie.

– Podczas pobytu w Libii Pani największym marzeniem był powrót do Polski. Jednak ucieczka od męża tyrana i odzyskanie wolności wcale nie okazały się happy endem, a jedynie kolejnym rozdziałem tej dramatycznej historii.

– Powrót do Polski stał się celem mojego libijskiego życia. Udało mi się uśpić czujność męża dzięki odgrywaniu roli przykładnej arabskiej żony. Rozbudziłam też jego ambicje naukowe, zachęcałam do napisania doktoratu w Polsce. Udało się. W 1997 roku wróciłam do kraju razem z dziećmi, a po kilku miesiącach dołączył do nas Muchtar. Znów zamieszkaliśmy wspólnie, ale tym razem byłam u siebie.

– Długo Pani walczyła o swoje małżeństwo, dając mężowi kolejne szanse. Nie chciał, czy nie potrafił z nich skorzystać?

– W Polsce Muchtar przestał być panem mojego życia, mojej wolności, utracił nade mną władzę i nie mógł się w tym odnaleźć. Stopniowo zapadał się grunt pod jego stopami, bo nie byłam już sama. Stała za mną rodzina oraz polskie prawo. W pewnym momencie zaczął robić wszystko, abyśmy wrócili do jego kraju. Nie mogłam na to pozwolić, bo byłaby to podróż z biletem w jedną stronę. Ta sytuacja przepełniała mnie niepokojem o dzieci. Bałam się, że mógłby je porwać i wywieźć do Libii.

– W związkach Europejek i Arabów najbardziej cierpią dzieci. Na czym polega ich dramat?

– Życie dzieci z takich związków już od najmłodszych lat jest trudne – zarówno w społeczności ojca, jak i matki. Nigdzie nie potrafią zapuścić swoich korzeni i tak naprawdę nigdzie nie są u siebie. Zamiast beztroskiego dzieciństwa zmagają się z poczuciem wyobcowania przez otoczenie, doświadczają nietolerancji. Są oczywiście również takie dzieci, które świetnie się w tym odnajdują, bo mają silne charaktery. Jednak te bardziej wrażliwe będą nieustannie piętnowane z powodu swojej odmienności. Te dzieci tak naprawdę nie wiedzą, kim są. Czasem już do końca życia tkwią w rozdarciu pomiędzy dwiema religiami i dwiema jakże odmiennymi kulturami. Od najmłodszych lat są świadkami walki rodziców o to, do jakiej szkoły mają chodzić, w jakim języku mówić, w jakiego Boga wierzyć.

– W „Jarzmie przeszłości” problem ten wybrzmiewa bardzo wyraźnie w dramatycznych historiach polsko-arabskich dzieci, które ukazała Pani w swojej książce. Domyślam się, że takie sytuacje w świecie islamu wcale nie należą do rzadkości.

– Znam mnóstwo prawdziwych historii dzieci i cudzoziemskich żon Arabów. Część z nich poznałam, mieszkając w Libii, inne już w Polsce. Za każdą z nich kryją się ludzkie dramaty, ból, cierpienie i porażka kobiety. Wśród tych przypadków są nawet bardzo drastyczne. Nie chciałam zamieszczać ich w książce, żeby nie szokować czytelników. Uznałam, że to nie jest potrzebne. Dla mnie samej wracanie do tych spraw nie było łatwe.

– Czy dziś, po latach, udało się Pani uciec od swojej arabskiej przeszłości?

– Nie do końca. Pomogła oczywiście zmiana otoczenia, nowe miejsce zamieszkania, ale przeszłości nie da się wyrwać z korzeniami, bo są nimi dzieci. W każdym środowisku funkcjonujemy wśród ludzi. Pielęgnujemy dawne przyjaźnie, zawieramy nowe, a wówczas inni pragną nas poznać, dowiedzieć się o nas jak najwięcej. Na przyjaciół wybieram sobie ludzi, którzy mnie akceptują, starają się zrozumieć, nie próbują oceniać. To wystarczy, żeby w miarę spokojnie żyć.

 

Fot. Anna Gniewkowska-Gracz

 

WYWIAD ZAMIESZCZONY W „PIELGRZYMIE” NR 22/2017.

ZACHĘCAMY DO LEKTURY NASZEGO DWUTYGODNIKA.

 

KSIĄŻKI SĄ DOSTĘPNE W NASZEJ KSIĘGARNI INTERNETOWEJ

POLECAMY

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl